Moja metamorfoza z ekipą Rzuć we mnie Kettlem

kettelki

Czekałam na ten moment, gdzie mogę opisać cały mój proces odchudzania, który trwał 4 miesiące. Czas minął, efekty są, czego chcieć więcej. Ale może zacznę od początku, jak to się stało, że jest mnie mniej i jestem szczęśliwa.

POCZĄTEK.

Jak to się mówi: „nowy rok, nowa ja!„, ponieważ wszystko zaczęło się 4 stycznia, gdy Marek Kozakiewicz ogłosił nowy konkurs na metamorfozę w swoim projekcie. Myślałam wtedy, że to mój czas i mogę pokazać na co mnie stać. Wysłałam zgłoszenie oraz zdjęcia z mojej małej próby zmian z październik/grudnia. Opis, który zawarłam był bardzo osobisty i szczery – po prostu wyrzuciłam z siebie to co siedziało we mnie głęboko. Część tej treści Wam przytoczę:

Siemka! Z tej strony aga4run, czyli po prostu Aga, która bloguje na temat swojej „metamorfozy” oraz na tematy kosmetyczne. Dlaczego metamorfoza wzięłam w cudzysłów? Ponieważ, trwa ona 3 lata a mój progres z 62 kg urósł do 77 kg… dziwne co nie. Rok 2017 to rok, gdzie będę mieć 26 lat i ciało ciężarnej kobiety. Mam brzuch insulinowy, tak mi koleżanka powiedziała – otyłość brzuszną i mam dość mówienia mi że jestem w ciąży… Nie wiem jak się zmienić… (…) Wiesz co jest w tym najgorsze? Że jako bloggerka powinnam reprezentować super ciało, a pokazuje za każdym razem porażki… Ostatnimi czasy jak chodziłam do Cityfit to nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Jestem zagubiona. (…) Chodziłam kiedyś na crossfit (edit: do pewnego trenera), ale powiedział mi że mój progres to minus podłoga, a blog to pomyłka… zdołowało mnie to (nadal mnie to boli). Chciałabym w 2017 roku zawalczyć o siebie, o swoje zdrowie, atrakcyjność, mam dość noszenia tego „dziecka” w sobie, chce urodzić ten tłuszcz! Pomożesz? (…) Mam doła, bo muszę pokochać samą siebie, a na tyle jestem leniwa, że żyje w takim gównianym dołku. Potrzebuje wskazania drogi i celu, pokazania, że mogę, że brzuch mi zniknie. Wiem, że dam radę. Kopnij mnie w zad! Proszę.
Październik / Grudzień 2016 r.
Październik / Grudzień 2016 r.

Tak, miałam ten cholerny brzuch. Tak, byłam nieszczęśliwa i tak dietę miałam w D**IE. Dlatego efekt tej 2 miesięcznej metamorfozy był marny. Zajadałam dosłownie wszystko, czy to był sukces, czy porażka. Trenowałam, ale nie pilnowałam diety, przez co, gdy zmieniłam tryb pracy na siedzący, wszystko wróciło. Cała nadzieja była w Marku i jego programie.

Trzymałam kciuki długo, bo ponad miesiąc. Marek jednak samodzielnie nie podjął się stworzenia tego programu, więc połączył siły ze swoją drużyną Rzuć we mnie Kettlem. Znowu musiałam wysłać zgłoszenie. W sumie wysłałam to samo i czekałam…

UDAŁO SIĘ.

Pierwszym etapem było z ponad setki osób wybranych dwadzieścia, które przechodzą do kolejnego etapu – rozmowy kwalifikacyjnej. Czułam się pewna, że mi się uda i się nie myliłam. Pierwszy zaliczyłam, czas było się przygotować do spotkania z ekipą, czyli: Markiem, Beatą, Martą, Karoliną i Krzyśkiem. Czułam się jakbym szła na rozmowę kwalifikacyjną. Strasznie przeżywałam ten moment, ale jak nie teraz to kiedy?

Wszyscy siedzieli przy jednym stole, prócz Marty, która przy innym stoliku jadła tatara. Pamiętam ten moment. Powiedziałam jej wtedy – Smacznego! i się uśmiechnęłam. Zaczęliśmy rozmawiać. Dużo opowiedziałam o sobie, o moich nie udanych zmianach, o tym co przeszłam i przeżyłam. Najgorsze było pytanie, dlaczego to ja mam być w metamorfozie. W duchu wiedziałam, że może ono paść. Powiedziałam prawdę, że kto mi tak naprawdę pomoże jak nie oni i w sumie się nie myliłam.

Na wyniki czekało się kilka dni, długich dni. W końcu otrzymałam wiadomość, że dostałam się do dziesiątki osób, które przejdą metamorfozę. Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam na tę informację. Teraz koniec z obżarstwem i nie zdrowym jedzeniem, czas działać. Działamy!

PIERWSZY, DRUGI, KOLEJNY MIESIĄC TRENINGU.

Pierwsze spotkanie było bardzo sympatyczne. Odbyło się 16 lutego 2017 roku około godziny 22. Wszyscy nawzajem się poznaliśmy. Było robienie pierwszych zdjęć PRZED przez Michała fotografa. Każdy poznał swoją drugą połówkę treningową oraz swojego presonalnego trenera. Miałam przeczucie, że albo to będzie Marek albo Marta. Z nimi złapałam najlepszy kontakt (przynajmniej tak uważam ja). Nie myliłam się, bo główną trenerką została Marta Jabłońska – niezwykle charyzmatyczna, silna kobieta, która bez problemu ujarzmiła mój ciężki charakter. Dietetyczka Marta zrobiła pomiar składu ciała oraz zdjęła z Nas obwody z bioder oraz pasa, gdzie zawsze najwięcej spada. Marek jako głównodowodzący zasugerował Nam abyśmy trenowali 4 razy na treningach grupowych. Wtorek/czwartek był Crosstrening w postaci obwodów, natomiast poniedziałki i soboty była tabata, czyli BANG in the City. Dodatkowo jeden trening personalny w tygodniu ze swoim trenerem.mix 1

Pierwsze treningi były katorgą. Zrozumiałam, że forma mi strasznie spadła, ale z dnia na dzień było już tylko lepiej. Moja trenerka i partnerka treningowa mocno mnie wspierały, dlatego nie poddałam się. Na treningach z Martą nie było zmiłuj się – wykroki, przysiady, deski, TRX’y. Wszystkie mnie mięśnie piekły. Dodatkowo Nikola moja partnerka treningowa była mocnym zawodnikiem, dlatego zawsze za wszelką cenę chciałam ją dogonić. Jej upór mocno mnie inspirował do działania.mix 2

Minął pierwszy tydzień, drugi, potem miesiąc, dwa. Czas był na kolejne pomiary u dietetyczki. Waga spadła w dół, wymiary również, co Marta potwierdziła miarką i wagą. Byłam szczęśliwa i to motywowało mnie do kolejnego działania i pracy, pomimo ogólnego zmęczenia. Ciągłe przygotowywanie posiłków, myślenie o nich strasznie było męczące. Do końca zostało już 2 miesiące, a ja powoli miałam dość. Będąc z Wami szczera, przyznam się, że czasem odpuszczałam część posiłków, też treningów było mniej. Jednym z powodów była zmiana pracy z siedzącej na stojącą, przez co byłam częściej i mocniej zmęczona. Pomimo tego starałam się działać na tyle, ile mogłam.metamorfoza3

DIETA była pyszna!

Fakt, dieta była bardzo smaczna, pomimo kilku posiłków. Ja z Nikolą miałyśmy bardzo podobną dietę, lecz inną kaloryczność. Ja na początku miałam 1500 kcal, ale nie dojadałam, dlatego Marta okroiła mi do 1400 kcal, na moją prośbę. Posiłki były różnorodne – od zapiekanki z cukinii, po hamburgery, czy koktajle owocowe. Jedne z moich ulubionych przepisów na pewno za jakiś czas przedstawię na blogu. Prosiłam też o szybkie i proste posiłki, ponieważ nie lubię siedzieć długo w kuchni. Zawsze co drugi wieczór ok 22, poświęcałam godzinę na zrobienie posiłków na dwa dni, aby nie tracić czasu. Dobra organizacja to podstawa zmian!

Przykładowe posiłki :)
Przykładowe posiłki :)

Jeśli chodzi o posiłki to jakoś mi wychodziło, ale najgorsze było picie wody. Niby prosta czynność, ale czasem nie miałam kiedy pić. Jak pracowałam w biurze, to picie regularne nie było dla mnie problemem, natomiast jak zmieniłam na pracę stojącą to czas umyka mi przez palce, więc nie wiem czy wypijam z 2 litry wody dziennie. Do teraz walczę z tym problemem. Trzymacie kciuki, bo wysokie nawodnienie to klucz do oczyszczenia organizmu i szybkiego metabolizmu.

KONIEC rozdziału pierwszego.

 Godzina 8:00, dnia 03 czerwca 2017 roku zakończyła się metamorfoza. Marta dietetyczka po raz ostatni raz Nas zmierzyła i zważyła. Każdy miał niesamowite wyniki i każdemu z osobna gratuluję. Moje efekty to: – 14 cm w pasie i – 10 cm w biodrach. To o dwa rozmiary mniej w ciuchach. Teraz wchodzę w 38/40. Zaczynałam już na skraju 42/44. Waga spadła z 76,5 kg na 68,4 kg. Ja jestem mega zadowolona, bo utraciłam ponad 10% swojej masy ciała i tym tytułem miałam 2 miejsce w efektywności metamorfozy. Pierwsze miał Marcin aka Niedźwiadek, który stracił 17,6 kg !! Czy działam dalej? Tak, bo jestem bliżej celu niż kiedykolwiek, chociaż do wagi z przed kilku lat trochę mi brakuje, to wiem, że teraz nie mogę się poddać.metamorfoza

Chciałabym podziękować Marcie Jabłońskiej – mojej trenerce, bo bez niej, nie byłoby mnie tutaj, gdzie jestem. Była moim wsparciem prawie 24/7. Jesteś wspaniałym mentorem, motywatorem i trenerem. Działaj dalej Kochana, a daleko zajdziesz.

Marta jesteś THE BEST! :)
Marta jesteś THE BEST! :)

Dziękuje też mojej partnerce treningowej Nikoli za ducha walki oraz za mały coaching z psychologii sportu. Jesteś wielka moja Droga! :)

Dziękuje też pozostałym trenerom, dietetyczce oraz całej ekipie „Kettelków” bez Was nie byłoby tak fajnie. Dziękuje też fotografowi Michałowi za zdjęcia Przed i Po. :)kettelki

DZIĘKUJE I DO ZOBACZENIA NA TRENINGACH!

EKIPA: @rzućwemniekettlem

Marek Kozakiewicz – główny trener @trenujzkozakiem

Marta Michańczyk – dieta @żywieniejakleczenie

pozdrawiam

5 Comment

  1. E. says: Odpowiedz

    Ago!
    Pierwszy – najtrudniejszy krok masz już za sobą! Gratuluję i trzymam za Ciebie kciuki. Mam nadzieję, że niebawem przeczytam o kolejnych krokach Twojej metamorfozy! Nie pozwól się
    zatrzymać – już wiesz na co Cię stać! :)

    1. Dziękuje, walczę dalej :)

  2. Brawo! Świetna metamorfoza i jestem z bardzo Ciebie dumna :*

    1. Dziękuje Kochana 😀

  3. alicja says: Odpowiedz

    Wspaniałe efekty! Kupa dobrej roboty! Gratuluje Ci jesteś WIELKA:)

Dodaj komentarz