Nie lubię biegać !!

Heja,

Kolega mnie dziś zainspirował do napisania tego tekstu. Kuba pozdrawiam Cie. :)

Kiedyś bardzo nie lubiłam biegać, wręcz nienawidziłam. Na wf’ie jak był zajęcia z biegania to była katorga dla mnie. Bieganie na 800 m, na 100 m, masakra, ciągle tylko wkoło i wkoło na tartanie. Uff… Męczyło i nie dawało mi to satysfakcji. Zawsze ostatnia byłam, najgorsza i nic z tego nie miałam. Prócz zmęczenia i spoconego ciała… Fuj! Unikałam tego jak ognia.

No, ale jak widać w życiu się wiele zmienia… Jakieś 5 lat temu nie przypuszczałam, że będę biegać regularnie, a co dopiero przebiec 10 km bez zatrzymania się i to w godzinę oraz planować półmaraton, który na pewno przebiegnę w tym roku. To jest 21 km 97,5 m!

Jak nienawiści przeszła w przyjaźń? Jeszcze nie w miłość, ale kto wie, może się z czasem przerodzi. Otóż, zazdrość moja zmieniła wszystko. Tak, tak… To przez zazdrość ze zdobywanych medali mojego chłopaka oraz jego radość z wygrania swoich słabości spowodowało to, że zaczęłam biegać. Też chciałam to poczuć, chciałam mieć czym się pochwalić, mieć fajne medale i być po prostu szczęśliwa. A i dodam, że bieganie w terenie jest o wiele przyjemniejsze, niż na bieżni wokół boiska szkolnego. Zawsze może nas coś spotkać np. jakaś przygoda, przy okazji można podziwiać przyrodę,  lepiej poznać swoje miasto i widoki się zmieniają.

Bieganie dużo daje i uwalnia endorfiny. Dlatego warto!! :)

live-love-run

Pamiętam moje pierwsze podrygi w bieganiu… Byłam zmęczona, wkurzona i przysięgałam „Nigdy więcej!!„. I co każdy bieg sobie tak mówiłam. Ironia losu, że pomimo tych słów dalej biegam… 😉 Tak to wciąga. Najpierw  małe dystanse, pierwsze zawody w Pruszczu Gdańskim na odległość ok 3,5 km – akcja Polska Biega, pamiętam, że wtedy miałam czas ok. 30 min!! Ale pierwszy medal był i radość, o czasie i zmęczeniu zapomniałam. Kolejny cel 10 km – Bieg Westerplatte i go również pokonałam! I tak powoli przekonywałam się, że bieganie to nie jest zło, a w sumie daje radość. Gdy wracam do domu, cała zmęczona mam satysfakcję z tego co zrobiłam. Owszem mam gorsze dni, tygodnie, a nawet miesiące (leń śmierdzący i inne powody), że nie biegam, ale i tak wracam do tego…

Dlaczego wracam i się nie podaje?

Motywacja!! Czasem potrzebuję dnia by się zmotywować, może być to bodziec od chłopaka, koleżanki z drużyny, a nawet zakład np. na moim fanpage: https://www.facebook.com/aga4run, moje zachcianki i rozrywająca mnie energia, bo i takie mam dni.  Teraz moją główną motywacją jest drużyna PKO klientów(trzeba walczyć o punkty), blog oraz fanpage i wyzwanie, które dziś założyłam, a które mam nadzieję się spełni i spowoduje, że w sierpniu będę musiała regularnie biegać. :)

Reasumując jak ktoś zacznie biegać i przestanie, prędzej czy później wróci do tego, tak jak zrobiłam to ja!!

motywatory.ruszamysie.pl_

 

Dodaj komentarz