Pot, łzy i siniaki, czyli rozprawka o Runmageddonie.

11017884_863998276980508_7973209501795894420_n

Heja,

Dnia 11.04.15 r. miałam okazję startować w Runmageddonie, biegu, który sprawdza zarówno psychikę jak i siłę. Miałam do pokonania 6 km i ponad 40 przeszkód, przy moim wzroście był to niezły wyczyn (157 cm).  Był pot, łzy i radość z zaliczenia biegu.

Przygotowania:

Do zawodów przygotowywałam się bardzo sumiennie. Biegałam po lesie, po górkach, robiłam interwały, głównie ćwiczyłam swoją wydolność. Dodatkowo w domu trenowałam z własnym ciężarem ciała, czyli pompki, planki oraz burpees. To dało wzmocnienie mojego całego organizmu bym dała sobie radę z różnymi przeszkodami typu zasieki, sieci itp.

 Dzień przed:

Dzień przed przygotowałam sobie strój oraz odebrałam pakiet startowy. Przyznam, że pakiet startowy był dość obfity. Osoby, które należały do danych drużyn, otrzymywali zniżki, które mogli wydać w sklepiku Runmageddonowym.  Przed startem miałam obawy, że nie uda się, że coś się stanie z butami, czy ubraniami.

 Dzień startu:

Na śniadanie zjadłam bułkę z dżemem, żeby mieć dużo energii. Nerwy się bardzo we mnie kumulowały, ponieważ bałam się, że nie zaliczę tego biegu. Myślałam, że polegnę na jakieś przeszkodzie.  Gdy stanęłam na starcie atmosfera zgęstniała, adrenalina podskoczyła, wszyscy buczeli i chcieli strzał, więc usłyszeli! Tabun ludzi wystrzelił w przód i zaczęła się prawdziwa walka. Pełno końskich przeszkód, błota i wody. Najtrudniejsze z nich były liny, których nie zaliczyłam i musiałam robić 30 burpees. Ściana 3 metrowa mnie nie pokonała, chciała, ale Pan z obsługi upierał się przy tym, że mam ją przejść i dzięki pomocy dwóch panów udało się! Indiana Jones (przedostanie się liną z jednego brzegu na drugi) skończyło się wylądowaniem z wielkim hukiem w wodzie, na szczęście trener Nordcity pomógł mi się wydostać z głębokiej dziury. Kolejno z tego co pamiętam męczyłam się z bloczkami, które wyglądały tak nie pozornie, a tyle ważyły. W ciągnięciu bloczka pomógł mi znowu trener, a w podnoszeniu go na samą górę przesympatyczny Pan-kibic, ponieważ zostałam sama na polu bitwy w tym momencie. (Pomoc kibiców też się liczy i docenia, dziękuje bardzo!)

fot. Ola Bulanowska

Przeszkodą, która mi się najbardziej podobała i najwięcej emocji ze mnie wyciągnęła były zasieki. Pierwszy i drugi raz przeleciałam przez nie jak burzę krzycząc: „RAZ RAZ!” i motywując innych. Natomiast przy trzecim razem utknęłam i wzywałam pomoc, miałam łzy w oczach, bo nikt mi nie chciał pomóc się wyplątać. Pomogła mi dopiero obsługa. Cały bieg  był jednym wielkim wyzwaniem nie tylko siły, ale i charakteru. Ważna jest współpraca na trasie i walka z każdymi trudnościami.

fot. Karpatka
fot. Karpatka

Po starcie:

Po starcie nie miałam zakwasów, ale dużo siniaków. Na nogach, kolanach, łokciach. Miałam przetarcia po zasiekach, bo trzeba się tarzać po piachu. Ale każdy siniak był wspomnieniem o walce, pocie i łzach, które pokonałam na trasie.

OCENA BIEGU:

PLUSY:

  • dobra organizacja;
  • współpraca uczestników na trasie;
  • fajny pakiet startowy i regeneracyjny;
  • ciekawe wyzwania na trasie;
  • oryginalny medal.

MINUSY:

  • cena pakietu;
  • za mało toalet;
  • płatne zdjęcia (mało tych darmowych);
  • medal na sznurku, mógł być tak jak normalne śmiertelniki na łańcuszku;
  • zbyt ciasna meta i miejsce za nią.

wykopy

 Podsumowujący bieg jest dla osób, które nie boją się wyzwań, którzy stawiają sobie poprzeczkę wyżej niż inny. Jest to dla osób, które nie boją się ubrudzić, zniszczyć ubrania, dla których zabawa jest najważniejsza!

2 Comment

  1. WoW! Sama nie wiem czy na taki bieg bym się zdecydowała, trzeba nie lada odwagi:)

    1. Aga4run says: Odpowiedz

      Trzeba spróbować, nie gryzie, a warto przekonać się o swojej silnej woli i duchu walki. :)

Dodaj komentarz